Rzeczy, które nigdy nie przestaną mnie w Anglii zadziwiać

~3 dni po spłonięciu Grenfell Tower w Londynie, nie jestem w stanie myśleć o niczym innym. Wstrząsnęło mną to i zdruzgotało na wylot i z powrotem. Ten wpis kurzył się już jakiś czas w moich szkicach… [*]~

 

Anglia i Polska nie różnią się od siebie zbyt mocno. Nie ma mowy o żadnym kulturowym szoku podczas pierwszego pobytu (a szkoda). Co prawda, lewostronny ruch uliczny i rozmaitość mniejszości narodowych mogą, na kilka pierwszych chwil, zamienić nasze oczy w przysłowiowe pięciozłotówki. Zaskoczyć może przepisywany na wszystko paracetamol lub ziemniaki tłuczone z masłem gotowe do wstawienia do mikrofalii. Nie zobaczymy ludzi niosących koszyczki Wielkanocne do kościoła, za to w porze lunch’u spotkamy w pub’ie całe rodziny z dziećmi. Mieszkam tu już 9 lat, jednak do tej pory nie mogę się pewnym rzeczom nadziwić. Kręcę czasem z niedowierzaniem głową, będąc albo pełną zachwytu, albo zdziwienia.

 

Mury bez zaprawy

Te zadziwiające i piękne murki można spotkać wszędzie. Służą jako ogrodzenia pól uprawnych; okrążają tereny kościołów i ogrodów; stoją na granicy urwisk i stromizm, których szczególnie dużo w hrabstwie, w którym mieszkam. Do ich wybudowania używa się kamieni i… niczego więcej, oprócz rąk! Tradycyjna technika i specjalnie wyselekcjonowane kamienie sprawiają, że konstrukcja jest stabilna, pomimo braku jakiejkolwiek zaprawy murarskiej. Dla takiego majster-klepki z praw fizyki, jak ja, są to naprawdę fascynujące dzieła. Kursy budowania tych murków nie trwają długo i są bardzo tanie. Kto wie, może kiedyś spróbuję rozszyfrować ten fenomen!

dry-stone-wallwalls640

 

 

Obuwie

Każdy z nas wie, że kozaki z futerkiem nosi się w zimę, a sandały i baleriny podczas lata. W Anglii nie jest to jednak aż tak przejrzyste i oczywiste. Nie raz, nie dwa, a nawet nie sto razy widziałam kogoś w zimowym płaszczu i sandałach/balerinach lub plażowych klapkach na gołych stopach. Nieważne, czy leje deszcz, czy panuje przymrozek- w takich warunkach nawet niemowlęta wożone są często w wózeczkach boso. W lato kombinacja się odwraca. Wytłumaczeniem tego zjawiska może być fakt, iż angielski klimat nie jest surowy, a granice między porami roku się zacierają. Jeśli w zimę temperatura nie spada dużo poniżej zera, a w lato 20 stopni ciepła budzi powszechną panikę, łatwo o pomyłkę przy wyborze butów.

 

Pogoda

Nie da się jej pominąć, gdyż nie bez powodu krążą o niej legendy. Do tej pory nie jestem pewna, czy meteorologia tutaj jest płatnym szalonym hobby, czy istną sztuką magiczną. W ciągu jednego dnia można tu doświadczyć wszystkich czterech pór roku. Prognoza pogody zmienia się w ciągu dnia nawet kilka razy. W słońcu ściągamy warstwy ubrań, żeby za chwilę ubierać się z powrotem. Brak opadów i wiatrów obrywających głowy oznacza ładną pogodę. Po pewnym czasie przestają już dziwić letnie sukienki podczas mżawki- pogoda nie może stanąć na drodze do korzystania z życia!

Pogodapogoda2

 

Imprezy

Podczas, gdy w Polsce królują „domówki”, w Anglii stawia się raczej na wygodę imprez organizowanych przez kogoś z zewnątrz. Spośród kilkunastu przyjęć urodzinowych, na które był zaproszony mój synek w ciągu dwóch lat szkolnych, tylko jedno odbyło się u kogoś w domu. Imprezy dla dzieci organizowane są w salach zabaw, co z jednej strony dostarcza urwisom wielu rozrywek, a z drugiej jest dość (według mnie) bezosobowe. Jeżeli chodzi o dorosłych, to bardzo typowe jest bieganie po klubach/pub’ach i zmienianie lokalu kilka razy w ciągu nocy. Ma to zapewne związek zarówno z dobrą sytuacją finansową kraju, jak i rezerwą, z którą ludzie się tu przeważnie traktują.

 

Skromność

Ani razu nie spotkałam się w Anglii z wywyższaniem ze względu na sytuację finansową, czy zajmowaną pozycję zawodową. Osoby zamożne bardzo często przemieszczają się środkami komunikacji miejskiej i całkowicie wtapiają w tłum. Kierownik miejsca pracy doskonale wie, gdzie leży miotła, a na koniec dnia podziękuje za wykonaną pracę.

 

Tea (Herbata)

W Anglii herbaty się nie pije- ją się je. I nie mam tu na myśli naparu z liści, a popołudniowy posiłek nazywany „tea”. Nie zapomnę dnia, w którym koleżanka z pracy zapytała mnie, co mam na herbatę (What are you having for your tea)? Po chwili konsternacji odpowiedziałam, że na herbatę mam dziś… herbatę…? Tym razem to ona wyglądała na niepewną. Uznała chyba, że Polacy są jacyś dziwni, a sama na „herbatę” miała tego popołudnia zapiekankę z kurczakiem.

 

Cmentarze

Idąc któregoś dnia na zakupy, dość intensywnie myślałam o treści tego wpisu. Próbowałam sobie przypomnieć, co zaskakiwało mnie w Anglii zanim przyzwyczaiłam się do tych małych dziwactw. Stanęłam, jak wryta, kiedy uświadomiłam sobie swoją drogę z domu do sklepu- szłam przez cmentarz! Otaczały mnie groby i płyty pamiątkowe, a niedaleko przechadzał się, spacerowym krokiem, starszy pan ze swoim pieskiem. Tak bardzo przyzwyczaiłam się do tutejszej dostępności terenów kościołów i cmentarzy, że stało się to elementem mojej codzienności. Ponadto, angielskie cmentarze są naprawdę piękne i niezwykle klimatyczne.

st-marys-whitby

 

Magiczne słówka

Zwrotów grzecznościowych w Anglii nigdy za wiele. Please, thank you i sorry (proszę, dziękuję i przepraszam) są jak oddychanie. Podziękują za to, że odskoczyłeś troszkę w bok przepuszczając ich na niemiłosiernie wąskim chodniku (to nic, że inaczej się nie da). Przeproszą, jeśli nadepnąłeś im niechcący na stopę (nie odwrotnie). Podziękują również wtedy, gdy coś ci podają (za to, że wziąłeś?). Moją osobistą ulubioną kombinacją jest uprzejme zapytanie, czy mogą pomóc, proszę (Can I help you, please?). Ogólnie nie dziwią mnie już nawet grzecznościowe zwroty nie mające żadnego konkretnego odniesienia. Uważam, że jest to cudowne i wspaniale umila życie codzienne.

 

Służby publiczne

Podczas pierwszych tygodni mojego pobytu w Anglii przydarzyło mi się coś niespotykanego: czekałam na zmianę świateł na przejściu dla pieszych. Przyzwyczajona do bezwzględnej łapanki w Polsce, stałam grzecznie i cierpliwie. Dołączyło do mnie dwóch policjantów i zanim się zorientowałam, co się dzieję, zostałam właściwie wciągnięta przez nich na jezdnię na czerwonym świetle, gdyż droga zrobiła się pusta. To było jak olśnienie. Angielscy policjanci to też ludzie! Mało tego: traktują obywateli z szacunkiem i zawsze służą pomocą. To do nich zwrócisz się z pytaniem o najbliższy sklep z piwem w środku nocy. W pociągach nie jest inaczej. Kontrolerzy biletów („kanary”) są od tego, aby umożliwić zakupienie biletu, którego nie masz z nie wiadomo jak tajemniczych powodów.

 

Chipsy i frytkowa kanapka

Chipsy w Anglii przybrały niemal wymiar sałatki. Dodawane są do każdej oferty śniadaniowej, obiadowej i imprezowej. Szokujące smaki prześcigają się nawzajem w swojej pomysłowości. Koktajl krewetkowy, wołowinka z rożna, cytrynka z ziołami, indyjskie przyprawy, a może smażony bekon? Dodawane są do kanapek (szczerze polecam- co za chrupanie!), albo dosypywane do talerza z obiadem. Warto pamiętać, że gdy poprosimy o „chipsy”- dostaniemy frytki (chrupiące chipsy to „crisps”). A co kraj, to obyczaj, nie można więc zapomnieć o bułce z frytkami. Genialny w swojej prostocie wynalazek na miarę pieczonej fasolki w sosie pomidorowym.

chip buttybaked beans

 

Obecność w szkole

Pamiętając usprawiedliwienia nieobecności, często pisane przez uczniów odręcznie na kolanie (ups!), oznajmiłam szkole mojego synka, że go danego dnia nie będzie. Szybko zostałam sprowadzona na ziemię- nieuzgodniona wcześniej z dyrektorką szkoły nieobecność dziecka może nawet skończyć się grzywną. Zanim zabrałam synka na swój własny ślub w dzień powszedni, najpierw grzecznie wypełniłam formę i doczekałam się pozytywnej odpowiedzi. Osobiście widzę w tym systemie więcej zalet, niż wad.

 

Zanim przystąpiłam do stworzenia tego wpisu, skonsultowałam się z innymi, obecnymi w moim życiu, Polakami mieszkającymi w Anglii. Będę bardzo wdzięczna za uwagi dotyczące tego, co ewentualnie pominęłam, a może przeoczyłam? Każdy z nas doświadcza inaczej.

Follow my blog with Bloglovin

Reklamy

48 myśli na temat “Rzeczy, które nigdy nie przestaną mnie w Anglii zadziwiać

  1. Czekałam na ten wpis i nie zawiodłam się:) Bardzo ciekawy! Jutro powiadomię Oliwię:) Uwielbiam Anglików i ten klimat:) Uśmiałam się z „tego co dzisiaj masz na herbatę”. Mam nadzieję, że kiedyś opowiesz mi twoją historię: co sprawiło, że się tam znalazłaś itd… Sylwia, czytałaś kiedyś „Trzech panów w łódce nie licząc psa”? To jedna z moich ulubionych książek, chyba nie ma bardziej brytyjskiej i oddającej ten klimat, lektury:)

    Polubienie

    1. Nie czytałam, dzięki za podpowiedź. Jest już w mojej czytelniczej kolejce, zajęła numer 15001900 haha choć może wysunie się na prowadzenie 😛
      Czekam na reakcję Oliwii 🙂

      Polubienie

  2. Sądząc po tym co piszesz to jednak tam jest lepiej niż u nas… Może dlatego wszyscy stąd uciekają do Anglii,nie tylko przez zarobki,ale przez lepsze warunki do życia… Tylko dlaczego w naszych dziennikach tak często podawane są wiadomości w stylu,polak pobity lub zamordowany w Anglii na tle narodowościowym? Cóż,jako że podróżnikiem nie jestem wolę ten nasz Polski grajdoł,ale fajnie poczytać jak opisujesz Anglię. Pozdrawiam serdecznie 🙂

    Polubienie

    1. Dzięki 🙂 To normalne, że w polskich wiadomościach będą podawane takie informacje. Po pierwsze, czym bliższa ciału koszula… Po drugie, to pachnie propagandą i próbą odstraszenia. Ktoś musi w Polsce zostać 😉 Pobicia i morderstwa zdarzają się w każdym kraju. Ja za to niedawno czytałam o pobitym w Polsce profesorze, wykładowcy języka niemieckiego? Pobili go Polacy za to, że rozmawiał z kimś po niemiecku. Jak widzisz, działa to w obie strony 😛
      Polacy w Anglii są bardzo dobrze postrzegani. Przed Brexit’em wszędzie można było przeczytać lub usłyszeć słowa Anglików chwalących ciężko pracujących Polaków.

      Polubienie

  3. Łał! Śzietne opoziadanie, aż chce się do Anglii jechać i wszystko zobaczyć samemu. A swoją droigą to właśnie o Anglii zawsze marzyłam. Po przczytaniu tego wpisu marzenie ożywa. Ale powiem, że są pewne podobieństwa do Belgii, jak np. chodzenie zimą w klapkach. Zresztą, mam już obcykane 🙂

    Polubienie

  4. Super wpis, dowiedziałam się kilku ciekawych rzeczy, dziękuję. Te murki to całkiem ciekawa sprawa, ile się zaoszczędza na zaprawach 🙂 Zaskoczył mnie Twój wpis odnośnie herbaty, że ją się je. Na filmach oglądałam nieraz jak Anglicy zasiadają do picia herbaty, a nie do jedzenia. Czyżby to wszystko było przebarwione, super ciekawe. Pozdrawiam 🙂

    Polubienie

    1. Haha 😀 Herbatę też piją 😛 Ale nie jakoś obsesyjnie, a już na pewno nikt nie rzuca powiedzmy pracy o 17, żeby zasiąść do herbaty 😛 Pije się tu wszystko bardzo po ludzku: kawę, herbatę, soki i alkohole, ale istnieje właśnie jeszcze dodatkowo posiłek, który nazywa się „tea”- taka obiado-kolacja.

      Polubienie

  5. Po przeczytaniu tego wpisu doszedłem do wniosku, że mieszkańcy Anglii mają kompletnie inną mentalność od Polaków. Wybaczcie mi, rodacy, ale mentalność lepszą niż nasza – że cechuje ich uprzejmość, przyjazne nastawienie. Myślę, że już sam społeczny nawyk korzystania z magicznych słówek (przepraszam, dziękuję, proszę) zmienia tutaj wiele. Kanapka z frytkami – nigdy nie wpadłbym na pomysł zrobienia takowej!:) Kiedyś, w czasach podstawówki i gimnazjum, moi koledzy wypychali sobie kanapki chipsami – mówili, że są smaczne, a ja wtedy się z nich śmiałem (do dzisiaj nie miałem pojęcia, że istnieje kraj, gdzie są normą!:). O murkach również nigdy nie słyszałem – ale wyglądają imponująco. ”Trzech panów w łódce nie licząc psa” o której wspomniała w komentarzu koleżanka po klawiaturze od dawna jest i na mojej liście do przeczytania – długiej pewnie tak bardzo, jak Twoja;) Ach, mogłabyś zrobić kiedyś wpis o Angielskim poczuciu humoru – bo to rzecz wielce specyficzna, tym bardziej dla Polaka:)

    Polubienie

    1. Morfeuszu, wyobraź sobie mój szok kulturowy, który przeżyję w sierpniu tego roku, lecąc do Polski po 7-oletniej przerwie! Haha 😛
      Masz rację, że powinnam napisać coś o angielskim poczuciu humoru, dziękuję za świetny pomysł! Może nawet poszerzę o ten temat powyższy wpis 🙂

      Polubienie

  6. Co do obuwia, to w upał można spotkać na warszawskiej ulicy panie w kozaczkach – krótkich, ale zawsze. W czapce też można spotkać mimo,że pogoda tego nie wymaga. Jak głosi plotka, kobieta wkłada czapkę,aby ukryć brudne włosy – osobiście nie znam takiej kobiety.
    Odnoszę wrażenie, że w Polsce „magiczne słówka” są w pogardzie. Zaś z imprezami jest podobnie, jak u Ciebie, zwłaszcza w weekendy.

    Podczas pobytu w UK (z wizytą) najbardziej zdziwiły mnie dwa krany – oddzielny do zimnej wody i ciepłej oraz wychodzenie „po bułki” w szlafroku.

    Pozdrawiam.

    Polubienie

    1. Święta racja z tymi kranami! 😀 I szlafrokami też! W ogóle tutaj każdy może się ubierać, jak chce i być, kim chce, stąd właśnie szlafroki w sklepie- nie trzeba się stroić na zakupy, jak stróż w Boże Ciało 😀 A te czapki to najwyraźniej jakaś nowa moda, bo tutaj jest to samo!

      Polubienie

    1. Tak! Czytałam kiedyś świetny artykuł o słówkach, które jedynie w Anglii oznaczają coś zupełnie innego, niż w reszcie świata 😀 I właśnie „love”, które przeważnie oznacza głębokie, gorące uczucie, w Anglii może określać kasjerkę, taxówkarza, a nawet obcego pijaczynkę haha!

      Polubienie

  7. A pamiętasz film „Jak rozpętałem drugą wojnę światową” ? Tam była taka scenka jak kapitan miał przerwę na „tea” to była właśnie godzina 17,00 a on pił herbatę i nic go nie obchodziło. Oczywiście to była polska parodia, ale nie wiem czemu mi się przypomniała jak czytałam Twój opis hahaha

    Polubienie

  8. Tak mnie zaintrygowały Wasze komentarze odnośnie herbaty, że sama zaczęłam robić Google’owe śledztwo. Wychodzi na to, że tradycję picia jej „o 17” zapoczątkowała Księżna Anna Bedford, a robiły to głównie kobiety, wykorzystując jako okazję do odpoczynku, plotek i przebrania się w wygodne ciuszki! 😀

    Polubienie

  9. Te murki wydaja mi się charakterystyczne dla Anglii. Kojarzą mi się z różnymi filmami itd.
    Temperatury idealne dla tych, którym wiecznie za ciepło lub za gorąco 🙂
    Idealnie nadawałabym się do tej pogody, bo mnie żadna mżawka nie straszna.
    Moda na włóczenie się po klubach też mnie nie zaskoczyła, za to zaskoczyła mnie ta skromność. Mam świadomość tego, że jest tak w wielu krajach, ale po prostu zawsze kiedy o tym czytam lub coś oglądam to zadziwia mnie na nowo. O magicznych słowach nie wspomnę…

    Polubienie

  10. Pamiętam swój pierwszy pobyt w UK (a było ich kilka) i wtedy uderzyło mnie to, że w Londynie piesi w ogóle nie zwracali uwagi na sygnalizację świetlną. W pierwszym dniu byłam chyba jedyną osobą w całej Anglii, która stała cierpliwie i przepuszczała samochody. Wtedy widok wałęsających się w poprzek ulic przechodniów, lawirujących między autami wywoływał palpitację serca. Później przywykłam, i aż dziwnie czułam się po powrocie do Polski 😛

    Polubienie

    1. Najlepsze jest to, że nikt nawet na tych przechodniów nie trąbi 😀 Oj, coraz większą panikę odczuwam przed wizytą w Polsce. Jeszcze wyląduję na dołku za kaskaderkę na ulicy, albo w psychiatryku za wklejanie magicznych słówek w każde zdanie haha!

      Polubienie

  11. Hej, dziękuję za miłe słowa, wpadłam zobaczyć o czym piszesz i mam uśmiech od ucha do ucha :)) sama mieszkałam w Anglii ok 3 lata i też dowiedziałam się kilku nowych rzeczy z tego wpisu – o herbatce czy murze. Myślę o tym co mnie zaskoczyło… Na pewno car boot sales – uważam, że pomysł jest świetny, powinniśmy mieć coś takiego u nas. pozdrawiam 🙂

    Polubienie

    1. A w Polsce nie ma czegoś takiego, jak car boot sales? 😀 Pamiętam z czasów liceum, jak niektózy jeździli na takie właśnie targi (chyba?), ale trzeba było wstawać dosłownie o świcie, jak nie wcześniej, bo o 6-7 rano to już mało co zostawało haha. Co prawda, było to gdzieś na obrzeżach wsi, a w Anglii odbywają się nawet w centrum miast 🙂

      Polubienie

  12. Przeczytałam Oliwii twój wpis – bardzo ją zaciekawił, ale prosiła, żebym upewniła się co do angielskiej skromności i grzeczności, co niniejszym czynię. Moja córka zapytuje, jak to się ma do obrazu Anglików, serwowanego nam w książkach i filmach – że są wyniośli i chłodni. A ci, z którymi zetknęła się osobiście na ulicy – nie byli zbyt uprzejmi. Czy coś się zmieniło? A może to kwestia wielkości miasta – Oliwia była tylko w Londynie. Obiecałam, że jeszcze raz cię zapytam, więc pytam:) (Sama jestem ciekawa).

    Polubienie

    1. Dzięki Dziewczyny 😀
      Myślę, że w każdym doświadczeniu, opinii, czy nawet stereotypie istnieje ziarnko prawdy. Wiadomo, że wszystko zależy od człowieka. Nie da się ocenić całego narodu na podstawie tych góra kilkuset osób, które poznamy w swoim życiu.
      Anglicy są zdystansowani, zarówno do obcokrajowców, jak i do siebie nawzajem. Tą wyniosłość i chłód nazwałabym raczej ostrożnością. Faktycznie mają w sobie coś takiego, co przy pierwszym zetknięciu możnaby wziąć za oschłość, ale to bardziej zachowanie na zasadzie „Oho, dziwnie mówi, muszę się przyjrzeć” 😛
      Większość Anglików, z którymi miałam do czynienia, miało naprawdę małą wiedzę o świecie. Oni myślą chyba, że Anglia jest wielkości połowy kuli ziemskiej, a już na pewno tej lepszej półkuli 😀 Nie wiem, jak tu wygląda geografia, czy historia w szkołach, ale pamiętam autentyczne zdziwienie 20-oletniego chłopaka, Anglika, kiedy zobaczył na mapce w pracy, jak mała jest Anglia nawet w porównianiu do Polski 😛

      Polubienie

  13. A mówta se co chceta, ja byłam kiedyś w Anglii i nie zapomnę tego nigdy. Byłam na wycieczce „szkolnej” przez tydzień i właśnie przez ten tydzień czułam się jak w domu, w przeciwieństwie do mojej domowej codzienności. Ta, dziwna jestem. A może to mój dom jest dziwny? Diabli wiedzą, Londyn leczy psychikę dziwnych ludzi, tutaj mam pewność.

    Polubienie

  14. Angielska pogoda, od kiedy zaczęłam się w ogóle interesować meteorologią i Anglią ( czyli od kiedy pamiętam 😀 ) zawsze mnie fascynowała. Niby zimno, niby pada, ale w sumie to i tak ciepły dzień. Anglia, którą Ty opisujesz faktycznie jawi się jako ciekawy i „przyjazny”, jeśli można tak powiedzieć, kraj. Kurde, kategorycznie muszę odwiedzić kiedyś te strony, w ogóle to ja powinnam sie tam urodzić a nie w tym państwie, cholerka!

    Polubienie

    1. Odwiedzić to jedno, a pomieszkać przez jakiś czas drugie 🙂 Dużo więcej załapiesz angielskiej kultury i klimatu, jeśli się tu zatrzymasz na jakiś czas. To się zresztą tyczy wszystkich krajów 🙂

      Polubienie

  15. W Egipcie też jadają kanapki z czipsami – moja mina gdy mąż poprosił mnie o zrobienie kanapki z Pringlesami musiała być bezcenna 😉

    A murki przepiękne!

    Polubienie

  16. Witam,
    Po pierwsze dziękuję za wizytę na moim blogu Alienor67, po drugie parę słów w nawiązaniu do tego wpisu. Moje związki z Anglią są długie, sięgają 1989 r. gdy byłam na wyspach na rocznym stypendium z którego wróciłam, niestety, budować nową Polskę po zmianach. Zbytnio mi to nie wyszło i w końcu po 40-stce wylądowałam trochę przypadkowo w Niemczech i tu znalazłam przystań. Ale uniwersytet w Walii skończył mój najstarszy syn (potem wyjechał), a drugi jeszcze to robi, może zostanie, więc jednak więzi się nie zerwały, a angielski do dziś jest mi bliższy niż niemiecki. Brexit dużo zmienił w moim nastawieniu, to jest dziś inna Anglia niż ta gdzie studiowałam 28 lat temu…. W jednym jednakowoż się nie zgadzam – angielska mentalność jest na głębszych poziomach zupełnie odmienna od polskiej, a nawet kontynentalnej. Dlatego tak na prawdę trudno jest się zintegrować z rdzennymi Anglikami, zawsze pozostaje się obcym. Nie musi to przeszkadzać, póki nie każą się wynosić…. a to jest dziś ten punkt…. Pożyjemy zobaczymy, serdecznie pozdrawiam, Laura

    Polubienie

    1. Brexit to był chyba taki nieprzemyślany do końca, ale jednak pełen rozpaczy, krzyk. Anglia przestaje pomału być angielska. Są miasta, w których rodowici Anglicy wyróżniają się na tle multi-kulti tłumu. Mój tata również pamięta inną Anglię sprzed lat.

      Polubienie

  17. Z jakiegoś powodu nie mogę odpowiedzieć bezpośrednio pod Twoim komentarzem 😦

    Zbiorę myśli i coś napiszę, chociaż chyba trzeba będzie podzielić na kraje, bo mamy tendencję do wrzucania wszystkiego do jednego „arabskiego wora” podczas gdy każdy kraj ma swoją unikalną kulturę 🙂 Oberwało mi się, gdy powiedziałam, że chciałabym zjeść coś „typowo arabskiego” 😉 Od tamtej pory rozróżniam 😉

    Polubienie

  18. Miałam w Stanach bardzo podobną sytuację z policjantami. Stoimy z siostrą na czerwonym świetle w pobliżu Capitolu w Waszyngtonie, po drugiej stronie ulicy stoi dwóch gliniarzy na motorach. Nagle machają do nas i mówią z uśmiechami „przechodźcie, przechodźcie, przecież nic nie jedzie!” Z polskimi doświadczeniami był to dla nas prawdziwy szok 🙂

    Bardzo fajny wpis, takie drobiazgi różniące inne kraje od naszego zawsze mnie ciekawią 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s