6/52 – Przyjaźnie z rdzennymi Anglikami

W czerwcu tego roku minie 14 lat odkąd wyleciałam z Polski i na stałe zamieszkałam w Anglii. Pomimo że przez ten czas przez moje życie przewinęło się mnóstwo ludzi z różnych krajów, na mojej liście najbliższych znajomych jest tylko jedna Angielka. Zdecydowana większość bliskich mi osób poza rodziną to cudzoziemcy, jak ja. Co jest tego powodem? Czy nie próbowałam nawiązać z rdzennymi Anglikami kontaktu? Czy to oni są oziębli lub wrogo nastawieni? A może brzydko pachnę? Już wyjaśniam.

Od razu zaznaczam, że ten tekst jest jedynie wyrazem mojej opinii i obserwacji i absolutnie nie chcę wrzucać wszystkich do jednego worka.

Wydaje mi się, że największą barierą w nawiązywaniu bliższych i bardziej trwałych relacji z Anglikami jest zwyczajnie fakt, że oni się tu urodzili. Niby nie wymyśliłam niczego rewolucyjnego, a jednak ma to sens, gdyby przyjrzeć się temu bliżej. Oni się tu wychowali, chodzili do szkół, stworzyli przyjaźnie, pozakładali rodziny. Dorosłemu człowiekowi z reguły trudniej jest nawiązywać nowe znajomości. Większość dnia spędzamy w pracy, a po ciężkim dniu jak najszybciej wracamy do domu, najczęściej do własnych rodzin. Ogromna część imigrantów to dorośli ludzie, którzy w kraju pochodzenia zostawiają całe swoje życie, a za granicą zaczynają wszystko od nowa.

Sprawa wygląda inaczej w przypadku dzieci bądź osób młodych na tyle, że chodzą jeszcze do szkoły. Tak właśnie było z moją młodszą siostrą, która zdążyła dołączyć do systemu edukacji i bardzo szybko wsiąkła zarówno w towarzystwo młodych Anglików, jak i ich kulturę i język. Jej obecny partner, z którym mieszka, to Anglik z krwi i kości, z tych co się potrafią obrazić, jeśli nie dostaną na Gwiazdkę kartki z życzeniami (w Anglii to bardzo ważna sprawa 😛 ).

Drugim powodem przeważającej u mnie liczby znajomych wśród innych imigrantów jest fakt, że po prostu lepiej się rozumiemy. Powody, dla których emigrujemy i doświadczenia, jakie mamy na koncie są do siebie bardzo podobne. Myślę, że życie na obczyźnie zbliża, a przynajmniej powinno, szczególnie wśród rodaków.

Dodatkowo Anglicy często nie rozumieją sytuacji i warunków, które zmusiły nas do emigracji. Dla nich jest to zwyczajnie nie do pomyślenia, że rząd może nie pomagać schorowanym lub niepełnosprawnym obywatelom; że w urzędach i sklepach panoszy się chamstwo wśród ludzi, którzy są tam po to, aby nam służyć; że wystarczy trochę się dorobić, aby zacząć zachowywać się jak skończony dupek lub patrzeć na ludzi z góry i gnoić ich tylko dlatego, że ma się wyższą pozycję w pracy. Wielu Anglików, którym opowiadam o takich rzeczach, jest zszokowanych, a niektórzy uważają wręcz, że koloryzuję, szczególnie kiedy opisuję życie mojego męża z Indii.

A do tego wszystkiego na pewno dochodzi pewnego rodzaju niepewność i strach przed cudzoziemcami, może nawet niechęć czy wrogość. Osobiście uważam, że jest to całkiem naturalne, szczególnie w UK, gdzie istnieją miasta, do których Anglicy praktycznie nie mają już wstępu.

Mam nadzieję, że wyraziłam się w sposób na tyle zrozumiały, że nikt nie odebrał tego wpisu, jako atak na Anglików. Tak samo, jak jest kilka rzeczy, które mnie w nich drażnią, tak samo wiele jest w nich cech, za które ich uwielbiam. Są niesamowicie uprzejmi, z reguły wyważeni i spokojni, uśmiechają się do siebie i kłaniają się sobie (nawet obcym), w każde zdanie wciskają magiczne słówka dziękuję, przepraszam, proszę, nie traktują życia ani siebie zbyt poważnie i mogłabym tak wymieniać i wymieniać. Jeśli ktoś chciałby wiedzieć o nich i o Anglii trochę więcej, a nie czytał moich poprzednich wspisów, to zapraszam do poniższego tekstu:

Rzeczy, które nigdy nie przestaną mnie w Anglii zadziwiać

Moja przeprowadzka do Anglii była największym resetem mojego życia. Zaczynałam praktycznie od zera. Wymazane zostały moje przyjaźnie z Polski, praca, doświadczenie zawodowe, wykształcenie, codzienne życie, przyzwyczajenia, własności materialne. Całe szczęście miałam przy sobie najbliższą rodzinę, czyli rodziców i siostrę, dzięki czemu nie musiałam tęsknić i być rozdarta, jak wielu Polaków, którzy pozostawiali w Polsce swoje rodziny.

A jakich życiowych resetów Wy doświadczyliście?

Obrazek pochodzi ze strony https://caputconsultoria.com.br/artigos198-seja-um-agente-de-mudancas/

38 myśli w temacie “6/52 – Przyjaźnie z rdzennymi Anglikami

  1. Epoka przemiany ustrojowej, a dla mnie okres formatywny. Miałem okazję bywać w krajach strefy niemieckojęzycznej. Każdy wyjazd otwierał mi oczy na pewne sprawy. Najbardziej odczuwałem przepaść mentalną między społecznością wschodnią i zachodnią. Ta zachodnia była bliższa mojej duszy.

    W połowie studiów starszy kolega zachorował i przyjęli mnie na zastępstwo do państwowej firmy. Wówczas uświadomiłem sobie, że tu pozoruje się pracę. Zwolniłem się i postanowiłem poszukać zajęcia w sektorze prywatnym. Trafiłem do agencji marketingowej gdzie pracowaliśmy w systemie pożar w burdelu. Po kilku latach założyłem własną firmę. Z roku na rok mieliśmy coraz lepsze wyniki. Na pokład zaprosiłem niewłaściwe osoby, a ciężar ich głupoty sprawił, że na dno szliśmy z prędkością światła.

    Wykaraskałem się z potrzasku. Chciałem brać się za kolejny interes w Polsce ale coś mi mówiło, że to zły pomysł. Zaliczyłem wypalenie zawodowe. Po rocznej przerwie ruszyłem w świat. Kilka lat w Zjednoczonym Królestwie, kilka lat w Stanach. Ze względu na rodzinę wróciłem do kraju. Pracuję zdalnie dla tamtejszych firm. Nie wyobrażam sobie podejmować współpracy z polskimi firmami choćby z powodów o których wspomniałaś.

    Polubienie

  2. Wiesz, wydaje mi się to oczywiste że Anglicy trzymają się ze sobą i nie tworzą podobnych relacji z obcokrajowcami. W Polsce pod tym względem jest gorzej, bo wielu Polaków nie przepada za tymi, ktorzy nie są od nas, nie wyglądają jak my, czy nie żyją jak my. Anglicy pod tym względem i tak są bardziej tolerancyjni, tym bardziej że napływ obcokrajowców jest tam całkiem spory. Nie znam ani jednego Anglika, wiec trudno mi nie znając ich mentalności próbować to oceniać, dlatego patrzę na to przez pryzmat naszej ojczyzny. Robiłem na budowie gdzie pracowała grupka Ukraińców. Oni nie garneli sie do nich, my trzymaliśmy się razem… Być może nieświadomie tworząc w ten sposób jakąś barierę… Poza tym ile byś tam lat nie mieszkała to zawsze będzie tą przyjezdną…

    Polubienie

    1. Dziwi mnie niechec polskich pracownikow do ukrainskich, przeciez to sasiedzi, ludzie bardzo podobni do nas i z wygladu, i z tradycji, kultury itd. Moze chodzi o bariere jezykowa? Co by bylo, gdyby przyszlo im pracowac z Hindusami, Afganczykami, Chinczykami albo przedstawicielami takich krajow, o ktorych nigdy nawet nie slyszeli?

      Polubienie

      1. Bo Polacy w większości mówią (to było też przed wojną), że Ukraina zabiera pracę, że robią za najniższą stawkę i dla polaka pracy nie ma. No i ja sama byłam wiele razy świadkiem napierdzielania na nich, na budowach zwłaszcza. Tylko, że oni potrafią robić przez 12h za tą stawkę i robią porządnie bez opierdzielania się. 😀

        A ja od siebie dodam, że jak chodziłam do technikum hotelarskiego to w szkole mieliśmy dużo osób z Ukrainy a w klasie to było 80% i kilka Polaków. Ja tam dogadywałam się z nimi (nadal nie jest to problem) ale denerwowala mnie jedna rzecz. Oni bardzo dobrze mówia po Polsku. Jak staliśmy w grupie a oni zaczynali sie śmiać i rozmawiać w swoim języku. Zawsze działało to i mi i moim polskim znajomym na nerwy bo mieliśmy wrażenie, że uderzają w nas. 🙈 teraz w sumie chyba juz by mi to nie przeszkadzało

        Polubienie

      2. Wiesz, ja miałem kilka nieprzyjemnych sytuacji z Ukraińcami, a mimo to nie rzucam w nich kamieniami. Podejrzewam że wina leży po obu stronach. Gdyby oni szukali kontaktu to raczej odtrąceni by nie byli… Choć my Polacy z natury jesteśmy bardzo nieufni i niechętni wszelkim innościom. Wydawało by się że gdy wejdziemy do UE i staniemy się częścią Europejskiej rodziny to i z tego zaściankowego myślenia się wygrzebiemy, ale nic bardziej mylnego… Choć jeśli chodzi o pomoc uchodźcom z Ukrainy to zdaliśmy egzamin i empatia zwyciężyła nad narodową ciemnotą.

        Polubienie

    2. Przybysz zza granicy zjawia się w danym kraju na chwilę. Mało komu chce się inwestować w budowanie relacji z kimś, kto za miesiąc czy za kwartał może powiedzieć papa.

      Polubione przez 1 osoba

  3. Ale zbliża się taki czas, że młodzi będą z Polski zwiewać, bo w Polsce nic nie jest dla młodych. Drogie mieszkania i kredyty i to wszystko sprawi, że będą szukali lepszego świata.

    Polubienie

    1. Niestety w UK juz nie jest tak latwo po Brexicie, trzeba miec kwalifikacje i wpasowac sie w potrzeby pracodawcy, ktory wtedy dopiero inwestuje w takiego pracownika. Nie wiem natomiast jak jest w innych krajach, moze jest latwiej, szczegolnie ze tylko Anglia wyszla z EU

      Polubienie

  4. Moj siostrzeniec był 15 lat i nawiązał kontakty z Anglikami, niemniej uważał, że mentalnie są jak dzieci. choćby dlatego, że z dziećmi siedzą w pubach, a wracają późną nocą, gdy dzieci powinny dawno spać. Jeden z Anglików, któremu do głowy nie przyszło, by część zarobionych pieniędzy zaoszczędzić, dlatego firanki zmieniał dwa razy w roku na nowe, zamiast je uprać. Dywan, gdy się zabrudził, także wyrzucano. I niczym się nie przejmowali niczym dzieci beztroskie.
    Zasyłam serdeczności

    Polubienie

    1. Haha to ciekawe przypadki 🙂
      Puby w Anglii sa bardziej przyjazne rodzinom/dzieciom, to nie takie mordownie jak w Polsce. Na wyrzucanie przedmiotow zamiast ich pranie badz naprawianie mogla miec wplyw dobra sytuacja finansowa, niekoniecznie kokosy, nawet najnizsza krajowa starcza na godne zycie. A siostrzeniec byl w Anglii sam czy zalozyl rodzine? Ja nawet jakbym chciala sie po pubach szlajać to nie mam kiedy przy dzieciach 🙂

      Polubienie

  5. Zgadzam się z absolutnie wszystkim! I to samo mogę powiedzieć o Australijczykach: mają znajomych z lat studenckich i szkolonych- ciężko się w takie grupki przyjaciół wbić, bo nie mamy z tymi ludźmi wspólnych wspomnień i nie możemy pogadać na temat,, a pamiętasz jak w liceum.. „, a druga sprawa to mentalność. Australijczycy też pukają się w głowę jak im opowiadam o niektórych realiach życia w Polsce (jako to, nauczyciel przekreśla całe twoje wypracowanie i wstawia pałę, bo nie mógł się doczytać pisma? Przecież to brak szacunku do ucznia). Miejscowi nie rozumieją przyjezdnych i ich problemów z dostarczaniem dokumentów na czas, biciem się o wizę, uznawanie kwalifikacji z zagranicy. Moja kuzynka równolatka ma męża Australijczyka- do tej pory się kłócą o robienie rzeczy na czas, bo ją zawsze goniły wizowe terminy, a on żyje na totalnym luzie, czasami żyjąc jak dziecko we mgle.

    Polubienie

      1. Chyba tak, jesteśmy tak z jedno pokolenie do tyłu jeśli chodzi o takie społeczne przemiany. A patrząc na obecny rząd, to wielu ludziom starej daty marzy się powrót tego zamordyzmu, bo chyba teraz czują, że nie będą więcej w roli ofiary, tylko będą mieć szansę być po drugiej stronie…

        Polubienie

        1. Ciekawa teoria! Ja to zauwazylam u jednego ze starszych czlonkow mojej rodziny. Ta osoba zawsze ma jakies problemy, zawsze narzeka, a jak pojawilo sie proste rozwiazanie to odmowila! Zastanawialam sie dlaczego? Q no moze dlatego, ze nie bedzie miala juz na co narzekac 😀

          Polubienie

          1. Haha, u mnie tak ma mój tato (skrzywiony przez moją babcię narzekaczkę) – cały czas narzeka, jestest strasznie krytykancki, a jak kiedyś trzeba było uzupełnić ankietę do szkoły,, co rodzice zmieniliby w szkole „, to tato napisał, że zrobiłby coś z tym,, róbta co chceta” w szkole, bo dzieciakom za dużo wolno, nie to co za jego czasów. Paranoja 🤣

            Polubione przez 1 osoba

  6. Mialam dwa, najpierw Dania, gdzie przyjaznilam sie z Tamilka, dziewczyna z Ekwadoru I sasiadem Anglikiem, z dunczykami trudno bylo znalezc wspolna platforme ciagle bylo wytykanie den Polak, albo wskazywanie na wyzszosc systemu socjalnego; pozniej Stany, gdzie mamy tylko jedna znajoma pare. Slubny jest bardziej towarzyski ode mnie wiec ma bliski kontakt z sasiadami, ja nie mam zadnych przyjaciolek czy kolezanek.

    Polubienie

  7. U mnie takim resetem było na pewno zerwanie kontaktów z biologicznymi rodzicami. Mnie niedługo 13 lat.
    A kolejny reset to wyprowadzka od teściów. Och co to była za ulga. Już 4 lata na swoim.
    Boże jak mi teraz dobrze. Czuję się taka wolna!

    Polubienie

  8. Ciekawe spostrzeżenia odnośnie postawy Polaków posiadających wyższa pozycje w pracy. Ja nie mam zbytniego doświadczenia w pracy w Polsce, wiec ciężko mi się wypowiedzieć. Ale oczywiście slyszlalam różnie historie potwierdzające Twoje argumenty. Ja miałam tam tylko dwie prace i na prawdę super szefów. Ale wiem, ze Polacy potrafia wykorzystywać swoją pozycje, tylko ze głowie wiem to z doświadczenia pracy tu w UK. Natomiast odnośnie Anglików, to niestety coraz bardziej wątpię w to, ze oni nie wykorzystują swoich pozycji, aby pokazać tym niżej postawionym gdzie jest ich miejsce. W firmach, gdzie pracują głównie Anglicy- faktycznie- są super relacje i nie ma bitwy na władze- na pierwszy rzut oka 🙂 bo oni często wykorzystują władze, tylko w dyskretny sposób. Troszke mi praca w HR pozwoliła na obserwacje tego co sie dzieje „tam na gorze”. Niestety, w firmach które zatrudniają obcokrajowcow- Anglicy jako menadżerowie liniowi bardzo często sie wywyższają, często wykorzystując niewiedzę z zakresu prawa pracy i ogólnie jakiejkolwiek wiedzy- bo jak ktoś dukający ledwo coś po angielsku może być poważnie traktowany. Bardzo mnie to zawsze bolało i próbowałam z tym walczyć. Ale spotkałam również takich Anglików, którzy zawsze służyli pomocą swoim pracownikom, niezależnie skąd pochodzili.

    Polubienie

    1. Twoje spostrzezenia tez sa bardzo ciekawe 🙂 Chociaz mi nie do konca chodzilo o wykorzystywanie swojej pozycji do jakichs konkretnych zachowan, a raczej zadzieranie nosa tylko dlatego, ze ma sie drozszy ciuch czy lepszy samochod. W Polsce raczej od razu poznasz dorobkiewicza, bo na wszelkie mozliwe sposoby bedzie oznajmial swiatu, ze ma kase.

      Polubienie

      1. Pewnie masz racje, sama się zastanawiam jak tak na prawdę ta zmiana na mnie wpłynie. Wiem na pewno, ze będą mi przeszkadzać ci co się przechwalają tym co maja, ile zarabiają w pl czy tam za granica i robią to jeszcze w miejscach publicznych (czytaj bary czy restauracje) i dodatkowo upiększają swoje przechwalania używając wielu epitetów…

        Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s