Zmiana w percepcji

Wyszłam rano z domu pełna energii i optymizmu, naładowana porządnym snem i doprawiona niebiańsko smakującą kawą z mlekiem sojowym o smaku waniliowym. Pierwszą rzeczą, na jaką zwróciłam uwagę, był mój mikro ogródek z przodu domu, którym nigdy się nie zajmuję, a który w chwili obecnej przypomina istną dżunglę porośniętą całą gamą ciężkich do zidentyfikowania roślin, traw, chwastów, kwiatów – nawet nie wiem, jak je nazwać. Osoba mieszkająca tu przed nami dbała o to, aby w ogródku rosły jedynie róże. W tym roku mija trzecie lato, odkąd tu mieszkam i ten kawałek ziemi wyraźnie wrócił do swojej dzikiej formy. Bardzo się z tego cieszę, szczególnie w czasach presji na odnowę dzikości przyrody.

Dość szybko zauważyłam, że podczas gdy w cieniu jest mi tak zimno, że całe moje ramiona pokrywa gęsia skórka, tak w słońcu jest niemal nieznośnie gorąco, a pot leje się po plecach, szczególnie kiedy pcha się przed sobą wózek z 11 kilogramową księżniczką. No cóż, typowe angielskie lato.

Inni ludzie najwyraźniej też polegli w odczytywaniu pogody, bo niektórzy ubrani byli w kurtki zimowe z kapturami z futerkiem, a niektórzy mało co w ogóle na sobie mieli i zapieprzali w japonkach.

Po kilkunastu minutach ostrego marszu i topienia się w słońcu, dysząca i półprzytomna weszłam na teren czegoś, co przypominało oazę na pustyni. Czułam zapach wody, o ile można tak powiedzieć, bo przecież woda nie ma zapachu. Był to jednak wyraźny zapach mokrego betonu i kurzu, ziemi i kwiatów. Na rozgrzanym chodniku leżały kałuże wody, która kapała z donic z kwiatami, które dopiero co musiały być podlane. Przeszłam pod przyjemnym kap, kap, kap i ruszyłam dalej.

Mijałam wielu spacerujących starszych ludzi, którzy wyszli nagrzać w słońcu obolałe kości i sztywne stawy. Wszędzie otaczały nas kolorowe, kwitnące kwiaty przeróżnych gatunków. Niektóre gubiły już płatki, jednak na ich miejsce zaczynały kwitnąć nowe.

I wtedy, niedaleko żywopłotu, który mijałam, zauważyłam dosłownie cmentarzysko bąków na chodniku. Wielkie, czarno-żółte, pasiaste kulki leżały martwe jedna obok drugiej. Ciężko było mi je omijać wózkiem. W głowie rozbrzmiewało mi bzyczenie, które nie miało prawa być tam słyszalne. Panowała martwa cisza. Pomyślałam, że ktoś musiał rozpylić jakieś chemikalia. Być może celem były osy lub inne całkowicie bezużyteczne intruzy, a oberwało się też bąkom.

W drodze powrotnej do domu modliłam się tylko o jedno: żeby strużki potu nie były widoczne nigdzie na mojej bluzce. Byłam zmęczona i spocona. Ani na chwilę nie zwolniłam kroku od wyjścia z domu, czy szłam z górki, czy pod górkę, których w moim hrabstwie nie brakuje. Skręciłam w ostatni zakręt dzielący mnie od ulicy, na której stoi mój dom. I właśnie wtedy usłyszałam obrzydliwy dźwięk rozbryzgu czegoś miękkiego i gumiastego. Spojrzałam na koło wózka i odkryłam, że przejechałam ślimaka bez skorupy, czyli tak zwanego pomrowa lub pomrówa. Po angielsku nazywają się one jeszcze wstrętniej, bo ,,slug”. Jechał z nami z plamą czegoś zielonego zamiast głowy. Zrobiło mi się niedobrze i miałam już dość całej tej wędrówki. Stanęłam pod domem i spojrzałam na swój ogródek, na swoją dumną, dziką dżunglę. Jaka ona była w tamtym momencie okropna, zaniedbana i zawstydzająca!

15 myśli w temacie “Zmiana w percepcji

  1. Przy dzieciach masz sporo pracy, wiec na razie ogródkiem sie nie przejmuj. Zapewne jakieś żyjątka korzystasją z niego nie dbając o jego wygląd.
    A pomrowy to moi wrogowie 😎

    Polubienie

  2. Znam te uczucia, bo ślimaki „zjadają” mi ogródek mimo codziennego zbierania, przychodzą nowe i siedzą nawet na liściach pomidorów, które są trujące.
    Przeżycia miałaś nie z tej ziemi…
    Serdeczności

    Polubienie

  3. Sylwia! Ja pierdzielę! Nie wierzę… Jakiś miesiąc temu zauważyłam martwe trzmiele (bąki), leżące na chodniku w odległości może metra od siebie. WSZĘDZIE. Tamaluga też to zauważyła i była bardzo smutna. Zastanowiłam się, czy to problem miasta, czy tylko dzielnicy i czy ktoś jeszcze w ogóle zwrócił na to uwagę. Podzieliłam się tym z Tomkiem, i od tej pory on też zaczął zwracać na to uwagę. Zaczęliśmy rozpytywać i googlować, ale nigdzie o tym ani słowa. Przy moim budynku znalazłam trzy martwe szerszenie i kilka pająków. Jestem przekonana, że ktoś coś rozpylał, ale oczywiście cisza na ten temat. Gdyby znaleziono martwe pszczoły to może pochylono by się nad tematem, bo to już szkoda w większym wymiarze i przestępstwo. Do tej pory nie wiem o co chodzi, ale skoro i u ciebie to samo…. Wow!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s