20/52 – Wszy

To już dwudziesty wpis z serii 52 wpisów inspirowanych warsztatem/kursem podróży wgłąb siebie z analizą przeszłości. Dzisiejszy temat zupełnie nie przypadł mi do gustu, dlatego nie będę z niego korzystać. Przyznam szczerze, że podawane przez twórczynię tematy momentami zbyt mocno się na siebie nakładają. Niby mam powspominać i napisać o czymś innym, jednak muszę niejako zbadać ten sam rejon pamięci, który odwiedziłam już tydzień czy dwa tygodnie wcześniej. Dlatego postanowiłam zrzucić na Was istną bombę i zapytać Was o wszy.

Czy mieliście kiedyś wszy lub znacie kogoś, kto je miał? Jak do tego tematu podchodzi się w Polsce? Czy jest to normalizowane, czy raczej stygmatyzowane? Podczas 7 lat, które mój syn spędził w szkole podstawowej, kilkanaście razy dostałam wiadomość informującą mnie o tym, że w klasie pojawiły się wszy, i żeby sprawdzić w domu głowę dziecka. W wiadomości zawsze padało takie zdanie: ,,Wszawica nie powinna być stygmatyzowana — wszy kochają czyste włosy!“. Przekaz jest jasny: wszy kojarzą się z brudem, być może z biedą? Jest to dość dziwne w Anglii, gdyż jest to kraj bardzo luźno podchodzący do wszelakich ludzkich przypadłości. A jednak. Dlatego zastanawiam się, jak to wygląda w Polsce?

Przez te 7 szkolnych lat udało nam się unikać tego problemu, niestety do czasu. Córka przyniosła te małe, podłe owady do do mu ze żłobka. Duże skupiska dzieci są rajem dla tych stworzonek. Pomimo że żłobek córki ma klasyfikacja 5/5, jeśli chodzi o higienę (pościel jest prana codziennie po każdej drzemce dzieci itp.), niestety nasza dobra passa dobiegła końca. I tak jak w przypadku mojej córki, u której problem zniknął po jednorazowej kuracji, sprawa wygląda o wiele gorzej u mnie…

Mam bardzo, ale to BARDZO gęste włosy, a do tego sięgają mi one niemal do zadków. Specyfik, który pomógł córce, niestety poległ u mnie. Wystarczy ominąć jednego owada lub jedno jajeczko wszy (nazywane gnidą, ażeby jeszcze podnieść obrzydliwość sprawy), a cała misja jest spalona. Czekam na weekend, kiedy będę mogła wreszcie podjąć odpowiednią walkę z wrogiem. Nie wiem, czy wiecie czy nie wiecie, ale wszy nie skaczą ani nie latają, więc o ile z nikim się w pracy nie przytulam, to nie stwarzam zagrożenia 🙂 Istnieje wiele przypadków, kiedy dana osoba nawet nie wie, że ma wszy, bo nie ma na nie reakcji alergicznej, wię nie swędzi ją głowa, a te owady są tak malutkie i pochowane we włosach, że nikt ich nawet nie zauważa!

Ludzie wstydzą się przyznać, że problem wszawicy dotknął ich rodzinę. Z jednej strony nie jest to żaden powód do dumy, z drugiej jednak strony ,,ludźmi jesteśmy i nic co ludzkie nie powinno być nam obce“. Właśnie przez to, że ludzie wstydzą się o tym mówić, tak łatwo może dojść do prawdziwego wybuchu tej przypadłości wśród dzieci, a co za tym idzie — także innych członków ich rodzin. Wszawica występuje naprawdę często, co może kontrastować z Waszymi komentarzami pod tym postem. Może okazać się, że ani nikt z Was jej nie miał, ani nie zna nikogo, kto by na nią cierpiał, podczas gdy ,,W 2012 roku badanie przeprowadzone w niespełna 900 placówkach oświatowych wykazało, że aż 45% dzieci zetknęło się z wszawicą!“ (https://nauka.uj.edu.pl/aktualnosci/-/journal_content/56_INSTANCE_Sz8leL0jYQen/74541952/143967085).

Powracam zatem do moich pytań z początku wpisu: Czy mieliście kiedyś wszy lub znacie kogoś, kto je miał? Jak do tego tematu podchodzi się w Polsce? Czy jest to normalizowane, czy raczej stygmatyzowane?

P.S. Ciekawa jestem, ilu z moich kochanych Czytelników będzie dziś sprawdzać włosy hahahaha 😀

Obrazek pochodzi ze strony: https://twitter.com/elisegravel/status/984245137910923266?lang=ga

28 myśli w temacie “20/52 – Wszy

  1. Z tego co pamiętam, Ola będąc w podstawówce kilkakrotnie przynosiła wszy do domu. Za moich czasów, w sensie w czasach gdy chodziłem do podstawówki, był ktoś taki jak higienistka, która chodziła po klasach i każdemu uczniowi sprawdzała łeb 🙂 Dziś już się tak tego nie pilnuje i może dlatego jak się zacznie to się momentalnie rozchodzi… Czy to jest piętnowane? Chyba nie… Ja się ma dzieci w szkole to trzeba się z tym liczyć i nie słyszałem by uczniów mających to cholerstwo jakoś specjalnie dręczono…

    Polubienie

  2. Swoją drogą, nie pamiętam bym sam chodząc do podstawówki kiedykolwiek w klasie miał taki przypadek…Ale pamięć ludzka zawodna jest… Swoją drogą to zabawne, że ludzie robią problem z wszawicy, a nikt nie robi problemu z kurewstwa i zbydlęcenia… Ale takich czasów dożyliśmy 🙂 Kiedyś wszy nie były niczym dziwnym, ale za kurewstwo i zbydlęcenie się piętnowało, a dziś na odwrót 🙂 No i jeszcze raz przypomnę osobę higienistki, która powinna wrócić do szkół, tak jak dentystka… Niby to relikty po PRL, ale w praktyce okazywały sie przydatne…

    Polubienie

      1. Możliwe, ale podejrzewam że nawet jeśli higienistka u kogoś coś znalazła to po prostu to dziecko dyskretnie było dosyłane do domu i rodzice informowani. Zresztą tak właśnie to powinno się załatwiać.

        Polubienie

  3. Przeczytałam sam początek bo się spieszę…haha:)
    Miałam wszy jak byłam w 1 klasie.
    Mama i tata wiedzieli nie powiedzieli nikomu nawet bratu, mama nie pozwoliła mówić mi koleżanka.
    Bo będą się śmiać,że jestem brudna i biedna.

    Ja podchodzę do tego właśnie tak, że wszy przeskakują sobie do czystych włosków bo przecież większość woli czyste mieszkanko – wszy też!

    Polubienie

      1. Wiesz co wtedy byłam cicho żeby brat się nie śmiał 😂
        Ale po kilku latach jakoś właśnie w szkole mieliśmy na temat wszy i otwarcie mówiłam że miałam kiedyś. Nikt się nie śmiał

        Polubienie

  4. Nigdy nie miąłam, nigdy nie słyszałam, nigdy mama nie dostała ze szkoły informacji, że wszy pojawiły sie w szkole. Myślałam, że wszy to taki sam relikt przeszłości jak jakieś epidemie polio czy szkorbut. Mimo że ze wszami nie mieliśmy w szkole kontaktu, to dzieciaki lubiły w taki sposób przezywać innych, że mają wszy, nie myją zębów, albo są biedni.
    Powodzenia w walce z tymi małymi bestiami. Pasożytowate to największa bolączka!

    Polubienie

    1. No i wlasnie to jest ciekawe, czy nie slyszalas, zeby ktos mial, bo nikt nie mial. czy nikt nie chcial sie przyznac. Szczegolnie jesli dzieci lubily sie w taki sposob obrazac.
      Mam nadzieje, ze obejdzie sie u mnie bez golenia glowy na lyso 😛

      Polubienie

        1. No wlasnie jedne juz zawiodly. Zostaly mi chyba domowe sposoby, czyli np. oliwa z oliwek lub majonez (cos super tlustego, przez co nie moga oddychac) i wyczesywanie takim specjalnym grzebykiem. Wczoraj robilam to przez okolo godzine, dzis poprawie tak dla pewnosci.

          Polubienie

  5. Moja siostra miała w podstawówce 3 razy, przy czym za 3 razem już i mnie zaraziła, no i bardzo płakała, bo ile można to leczyć… Przez to miała bardzo osłabione włosy, które jeszcze długo wracały do swojej dawnej gęstości. U mnie wszy szybko przegrały walkę, choć byłam bardzo zestresowana, bo to było niecały miesiąc przed studniówką 🙈 U siostry te wszy pochodziły właśnie od „brudasów”, a właściwie ojca „brudasa”, który nie miał zamiaru wyleczyć długowłosej córki z wszy, bo „nie ma na to pieniędzy”. To właśnie ona za każdym razem przynosiła je do szkoły… Dopiero jak rodzice zrzucili się na preparaty to wziął się za to i problem ucichł. A tak to w pracy u mnie to normalka, że rano jest ogłoszenie, że w klasach 1-3 ktoś ma wszy 🤪 Ja chodzę w spiętych włosach w pracy i raczej unikam bliskiego kontaktu z uczniami, więc się nie boje 🤪. Mam nadzieję, że w żłobku Malwinki też nie spotkam się z wszami, choć póki ma krótkie to nie powinny mieć się czego chwycić. Wszy lubią ciepłe, spocone głowy, tak słyszałam 😂

    Polubienie

  6. Kojarzy mi się, że miałam kiedyś, raz, jako 9-10 latka. W klasie podłapałam. Wtedy to był temat tabu, teraz już nie. Oficjalnie rozmawia się o tym w przedszkolu, z resztą co chwilę odnawiają kartkę z informacją o wszawicy. To chyba problem, którego nie da się wyeliminować skutecznie. A dzieci często podczas zabawy – głowa przy głowie 😦
    Pamiętam, gdy moje starsze dziewczyny były małe (Wika była w 1 albo 2 klasie, Oliwia jeszcze ze mną w domu). To był grudzień, Wika złapała ospę i przesiedziała w domu 2 tyg. Gdy już chciałam ją puścić do szkoły zadzwoniła jedna matka i powiedziała, że podczas nieobecności Wiki pojawiła się wszawica. 100% klasy miało, 100%! Nawet chłopcy z jeżykiem na głowie. Szok… Byłam jej bardzo wdzięczna, bo dzięki temu udało nam się uniknąć tego problemu, bo Wika oczywiście została do końca miesiąca w domu. A byłby to problem ogromny, bo Wika miała najgęstsze włosy chyba z całej szkoły. I już wtedy do pośladków. Brrr! Wolę nie myśleć. U Tamary z kolei, jak mówię, co kilka miesięcy ten sam problem, ale na szczęście nie złapała. Jak tylko przychodzi info od pani dyrektor, to Tamaluga zostaje w domu na tak długo, jak trzeba. Sprawdzamy sobie wszyscy włosy nawzajem (Tomek ma do tego zajebisty sprzęt: takie ogromne szkło powiększające z lampami dookoła, jakich używają chirurdzy i dentyści. Skąd wytrzasnął? Nie pytam. Jak wiadomo jest mistrzem gromadzenia rupieci, chociaż jak widać niektóre się przydają 😀 ) No, więc wtedy sprawdzamy sobie włosy codziennie, profilaktycznie gotujemy ręczniki i myjemy włosy szamponem na wszy. Tak na wszelki wypadek, choć dzięki Bogu i odpukać nic nie było. Co do szamponu, to stosujemy Licerine. To jest szampon, po którym mamy tak piękne i miękkie włosy, że ja go zaczęłam stosować regularnie bez powodu 😀 Aż pani w aptece zaczęła na mnie dziwnie patrzeć, że 2 miechy minęły a my nadal mamy wszy? 😂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s